Eh, dobrze, że już piątek, bo nudziłbym się straszliwie...
piątek, 3 kwietnia 2009
Dom Inwestycyjny BRE Banku wymiękł
Drugi dzień hossy na poziomie przekraczającym w niektórych przypadkach 10% na Warszawskiej Giełdzie. mBank, należący do grupy kapitałowej BRE S.A., korzystający z usług DI BRE Bank, w którym to posiadam rachunek maklerski, co chwilę wyświetla mi czerwony komunikat: ,,Z przykrością informujemy, że wystąpiły problemy komunikacji z systemem informatycznym domu inwestycyjnego. Za związane z tym niedogodności serdecznie przepraszamy.'' Wszyscy kupują, wszyscy sprzedają, interes się kręci, żegnaj kryzysie.
sobota, 6 grudnia 2008
Pierdu, pierdu...
Kobiety mają niesamowitą przewagę nad mężczyznami pod jednym względem.
Mężczyźni nierzadko pragną zrazić do siebie pewne kobiety. Z różnych, jedynie sobie znanych powodów. Ja sam jestem dobitnym potwierdzeniem tego faktu. Najczęściej, jeśli nie zawsze, wynika to z dostrzeżenia przez mężczyznę pewnych defektów u kobiety zbyt późno - to jest nie w pierwszej sekundzie. Próbują ją wtedy spławić, gdyż nie zależy im już na znajomości, a w szczególności na towarzystwie owej damy. Tutaj pojawia się pewien problem, gdyż wbrew pozorom nie jest to takie proste. A to dlatego, że kobiety, albo (i) są za głupie by zrozumieć pewne aluzje, bądź uszczypliwości, albo (ii) już tak bardzo są związane z facetem po tej jakże rozległej znajomości, iż nie potrafią go odpuścić. Te drugie to zwykłe desperatki/kurwy, z którymi pod każdym względem jest gorzej, ale zazwyczaj to jest pierwszy symptom, na który można natrafić.
Z desperatkami/kurwami jest ogólnie ciężko pod każdym względem, ale to temat na osobne rozważania.
I taki hipotetyczny mężczyzna ma w takiej sytuacji poważny problem.
Każda natomiast kobieta takiego problemu nie ma - wystarczy, że wprosi się do mężczyzny na seks, co praktycznie nigdy nie jest specjalnie trudne, a później w odpowiednim momencie pierdnie.
Po tak zaskakującym obrocie sytuacji każdy, ale to każdy facet będzie czuł obrzydzenie do tejże kobiety do końca życia. Gdy będzie ginąć w nagłym wypadku i całe życie mignie mu przed oczami, znajdzie się tam i ten moment romantycznego pierdnięcia, przy czym ta stopklatka będzie najdłuższa. Nie ma mowy o jakimkolwiek dalszym kontakcie z kobietą, która coś takiego uczyniła. Takie zdarzenie pozostawia ogromną rysę na psychice każdego mężczyzny, że jest to skutek nieodwracalny. Każdy, ale to każdy facet bez jakiegokolwiek wahania i rozterek da sobie spokój z taką kobietą i skupi się przez resztę życia na zapomnieniu tego traumatycznego przeżycia.
Zatem dziewczęta - pierdu, pierdu!
poniedziałek, 1 grudnia 2008
Moje pięćdziesiąt kobiet
Nie, niestety nie będzie mojej wersji Pięćdziesięciu kobiet. Byłby to bardzo ciekawy - zarówno dla mnie, jak i dla Was - eksperyment na żywym(ch) organizmie(ach), ale obawiam się, iż wtedy ilość czytelników spadłaby w okolice zera. Chyba, że pominąłbym te najciekawsze pozycje, ale wtedy byłaby to żałośnie nudna lektura - wszędzie powtarzałyby się te same epitety: głupia, brzydka, wariatka, nudna, czy jedna z życiowych porażek.
Lista powstanie, ale nie pokażę jej przed śmiercią. Zresztą, gdybym pokazał, byłoby to równoznaczne ze śmiercią, lecz na pewno bolesną.
wtorek, 28 października 2008
Podatek od naiwności
Postanowiłem.
Zawsze sądziłem, że wyjeżdżają tylko frajerzy, nieudacznicy, którzy łudzą się, że gdzie indziej ich wartość wzrośnie. Inaczej, nie są świadomi swojej bezwartoświowości, ale sądzą, iż są niedocenieni i dopiero zagranicą ktoś ich doceni. I to prawda, tacy ludzie właśnie wyjeżdżają. Oczywiście istnieją jednostki, które reprezentują sobą coś i po wyjeździe osiągają sukcesy. Jednak ja zawsze uważałem, że w moim specjalnym przypadku lepiej być tutaj, na miejscu, gdyż dwa czynniki przesądzają o tym - bycie swojakiem oraz dynamika polskiego rynku. I to jest prawda, zapewne nigdzie w tak krótkim czasie nie osiągnąłbym takich sukcesów. Jednak między innymi z tego względu muszę to zmienić.
Postanowiłem - emigruję.
Powszechne kolesiostwo połączone z realnym socjalizmem zabija moją chęć pracowania na polski kapitalizm. Dość, już nie chcę tworzyć polskiego kapitalizmu, bo nie lubię, gdy z szelmowskim uśmiechem na twarzy pluje się na mnie, mówiąc przy tym go on, przecież mamy wolny, demokratyczny, kapitalistyczny kraj. Pieprzę taki układ.
Mam też dosyć tego bezustannego rozwijania się. Cieszę się bardzo, że Polska się rozwija i to dosyć szybko, lecz jej niedorozwinięcie jest zbyt duże, bym mógł to dłużej znosić. Moje życie będzie zbyt krótkie, bym mógł ze spokojnym sumieniem czekać, aż Polska będzie krajem mlekiem i miodem płynącym. Może moje dzieci by się tego doczekały, ale nie będę ich mieć poza tym i tak tylko ja się liczę w tym całym zakichanym interesie. Sorry, Winetou, ale nie mam ochoty na werteryzm - wolę przyjść na gotowe i je ulepszyć, niż tworzyć wszystko od zera i czekać do końca świata na prawdziwe efekty.
Podsumowując, mam tę tandetę i konserwatyzm głęboko gdzieś. Teraz mam nowy port docelowy - albo Nowy Jork, albo Tel Aviv.
I nic mnie nie powstrzyma.
czwartek, 23 października 2008
wtorek, 30 września 2008
Pomoc w rozwiązywaniu problemów
Potwornie żenujące jest, gdy próbuję coś komuś wytłumaczyć, lecz mój rozmówca ni w ząb nie może zrozumieć, o co mi chodzi. Przychodzi z problemem, który, gdyby przytrafił się mi, nie zostałby przeze mnie nawet na moment sklasyfikowany jako problem, gdyż odpowiedź na zagadnienie pojawiłaby się w zerowym interwale czasowym. Co więcej, szuka rozwiązania w małych kroczkach, widząc jedynie to, co ma pod stopami, gubiąc zupełnie prawdziwą istotę rzeczy, nie ogarniając swoim małym rozumkiem całego spektrum zależności implikowanych przez zadanie. Staram się wtedy pokazać, że to nie jest tylko punkt, ale cała powierzchnia i bez spojrzenia w koło, nie zobaczy się tego, co upragnione. Niestety, w najlepszym wypadku widzą linię.
A mnie to wszystko tak przeraża, że zamiast tłumaczyć do upadłego, aż podopieczny dostąpi oświecenia, albo zgadzam się na półśrodki, żeby mieć to już z głowy, albo osobiście przygotowuję element niezrozumiały pod żadną postacią, wyręczając tym samym biedaka.
Nigdy nie chciałem być nauczycielem, a przez każdą taką sytuację, gorąco pragnę być freelancerem.
poniedziałek, 8 września 2008
Proces twórczy
Podczas przeglądania elektronicznej wersji dzisiejszej Gazety Wyborczej zdałem sobie sprawę, jaka jest moja ulubiona fraza, sformułowanie: proces twórczy. Pełen kontekst dostępny jest tutaj. Za każdym razem, gdy coś czytam i przemknie mi przed oczami proces twórczy, to od razu robi mi się weselej. Ta płonna próba nazwania nienazwanego, określenia nieokreślonego wprawia mnie w zdumienie graniczące z osłupieniem, jak bezczelni mogą być ludzie w kwestii wypowiadania się, a co gorsza formułowania twierdzeń związanych z rzeczami, o których bladego pojęcia nie mają. I sam już nie wiem, która część mnie się bardziej śmieje - ta od procesów, czy ta od twórczych.
niedziela, 7 września 2008
Głupia żona
Moja żona będzie głupia.
Coraz częściej przychylam się do zdania, że jednak będę mieć żonę. Kiedyś wzbraniałem się przed tą myślą, uważając ten pomysł za irracjonalny i mocno chybiony, ale dochodzę do wniosku, że wcale to nie jest tak odległe mi. Zawsze jest to jakieś wsparcie i oparcie w drugiej osobie, możliwość rozproszenia życiowo niezbędnych czynności pomiędzy więcej niż jedną osobę, instancja do której można się zwrócić z różnymi mniej lub bardziej prozaicznymi problemami. Hipokryzję zawartą w pojęciu małżeństwo pominę, gdyż są rzeczy znacznie gorsze pod tym względem od niego, a w dodatku jest to zupełnie osobny temat.
Przeraża mnie tylko myśl, która nieubłagalnie nasuwa mi się za każdym razem, gdy to rozważam - moja żona będzie głupia. Inteligentne kobiety są wymagające, posiadają swoje niezbite kryteria, którym nie będę w stanie sprostać. I odwrotnie - indywidualizm takich kobiet, te same ich zasady kolidują zawsze mniej lub bardziej z moimi poglądami. Fizycznie niemożliwym jest, by suma ilości takich sprzeczności, kompromisów z obu stron oraz wyrozumiałości mogły zapewnić bezstresową i bezkolizyjną koegzystencję moją i mojej inteligentnej żony. Zapewne będę zbliżać się jeszcze wiele razy do wielu różnych kobiet, ale z tymi najlepszymi, nietuzinkowymi, czy wręcz idealnymi nie dogadam się, ponieważ zawsze będą zachodzić jakieś zgrzyty nie do uniknięcia i nie do zaakceptowania na stałe, co doprowadzi do mojej własnej rezygnacji z tej opcji po iluś próbach. To samo zrezygnowanie pozwoli mi z zagryzionymi zębami zaakceptować, czy może raczej tolerować ułomność tych mniej rozgarniętych kobiet, co otworzy drogę do ożenku z pewną z nich. CND*
* - ,,co należało dowieść''
wtorek, 2 września 2008
środa, 27 sierpnia 2008
Gadatliwość
Zawsze mnie zastanawiało, jak to się dzieje, że kobiety są takie gadatliwe. Potrafią bezustannie mówić o wszystkim, popadają w słowotok na każdym kroku, nawet nie znając swojego rozmówcy, potrafią przegadać z nim wiele godzin. Nie ma nawet większego znaczenia, czy ktoś słucha, bo nie ma w tym mówieniu nic z dialogu - chodzi jedynie o wydalenie myśli mniej lub bardziej głębokich, wyrzucenie z siebie tej gmatwaniny, a kwestia oddziaływania przekazu na innych nie jest priorytetowa. Kobiety nie odczuwają potrzeby przekonania kogokolwiek do swoich racji, nie starają się narzucić swojego sposobu myślenia. Mówienie jest tylko wyłącznie sposobem na oczyszczenie. Jak ziołowe herbatki odchudzające.
I chyba właśnie sobie odpowiedziałem.
piątek, 22 sierpnia 2008
Wiara czyni cuda!
Krótka myśl - wiara czyni cuda. Naprawdę! To jest niesamowite - rzesze mniej lub bardziej młodych ludzi w każdy piątek, będąc u skraju wyczerpania po pięciu dniach morderczej pracy, co ma nagminnie miejsce w krajach na takim poziomie rozwoju gospodarczego, jak Polska, bawi się do białego rana! Piją hektolitry alkoholu, tańczą godzinami, rozmawiają bezustannie, śmieją się, flirtują, zagadują, pikują, podchodzą, siadają, kupują, biegną, zapalają, podrygują, wpatrują, umierają, wracają. I tak w każdy piątek dokonują niemożliwego - zdobywają się na nadludzki wysiłek, by odreagować wszystko. By zapomnieć, oderwać się. Choć na chwilę. Naprawdę - wiara czyni cuda.
Dlatego też nie dziwię się, że Lech w swoich reklamach stawia sobie za target tych ludzi. Bo warto.
wtorek, 5 sierpnia 2008
Do you know your butcher?
Polecam Prinzhorn Dance School. Kolejny (choć już nie taki nowy) cukiereczek z DFA Records. Tak dobrze się tego słucha wieczorem przy papierosie.
wtorek, 17 czerwca 2008
Siódma rano
O siódmej rano wszyscy są tacy brzydcy. Aż strach patrzeć na tych ludzi. Nie chodzi nawet o zaspanie w oczach, ewentualne katza, czy poranny deszcz. Nie, nie, nic z tych rzeczy. Naturalnie jest to dosyć ważne i tylko przepełnia czarę goryczy, lecz nie byłoby to wielkim problemem, gdyby nie fakt, że ci ludzie są literalnie brzydcy. Brzydcy jak siedem nieszczęść, jak grudniowa noc. Nawet nie mając rzeczonego katza, ma się ochotę z miejsca zwymiotować, patrząc na ich brudne, pospolite i bez wyrazu twarze, na ubrania dobrane bez ładu i składu, na pokurczone i pokrzywione ciała.
Chyba nieprędko znów wyjdę z domu o siódmej rano...
środa, 28 maja 2008
Krótko
- Patrz, jaki pedał!
- Ale zobacz, jak dobrze ubrany...
W taki oto prosty, wręcz prozaiczny sposób zostałem podsumowany przez dziewczęta siedzące na przystanku w trakcie mojej przerwy obiadowej, których twarzy nawet nie widziałem. I pewnie nigdy nie zobaczę. A nawet jeśli zobaczę, to nawet nie będę wiedział.
A upić się wciąż nie potrafię...
poniedziałek, 26 maja 2008
czwartek, 10 kwietnia 2008
Kurwy dla wszystkich!
Zupełnie niezrozumiały dla mnie jest antagonizm wobec kurew - jakie są, takie są, każdy ma jakieś mniej lub bardziej bliskie prawdzie zdanie na ich temat, ale o ile są one lepsze od dziuń, które nie wiedzą, czego chcą? Zdumiewa mnie pobłażliwość wobec beznamiętności, niezdecydowania, przesadnej cnotliwości u takich kobiet. A jest ich przecież mnóstwo! Na każdym kroku - ładne, brzydkie, grube, chude, głupie, czy inteligentne. Pojawiają się wszędzie i zawsze są tak samo beznadziejne. Pierwsze dwie minuty rozmowy z taką przechodzą na uprzejmości, co powoduje przewracanie się flaków na prawo i lewo. Później, jeśli się nie przerwie kontaktu z takową w tym momencie, bywa gorzej, bo zapasy uprzejmości wyczerpują się. W szczegóły nie będę się wdawać, ponieważ postanowiłem sobie trzy sekundy temu być dziś kulturalnym człowiekiem.
Problem tkwi w tym, że w przeciwieństwie do kurew, z takimi dziuniami nigdy nic nie wiadomo. Nigdy nic nie jest jasne. Chcesz taką puknąć, to ona stęka, że nie, bo się za krótko znamy. Olewasz taką, to ona będzie głosić, przepraszam, mruczeć peany na twą cześć. Chcesz porozmawiać o muzyce, filmie, książkach, czy innych Poważnych Rzeczach, to ona opowie szesnaście anegdotek z życia siostry jej psiapsiółki. Zaczniesz mówić o pogodzie, to usłyszysz o tym, jak beznadziejny, głupi i niekochający jest jej ojciec. Rzecz jasna przy akompaniamencie łez. I tak w kółko...
I Ty masz coś do kurew?
środa, 9 kwietnia 2008
,,Wstydownik'' - miesięcznik opiniotwórczy
Nic nie pisałem, bo wszystkiego, o czym chciałbym napisać, wstydzę się. Na przykład faktu, że koło trzydziestki będę starym (nie mylić z dojrzałym) człowiekiem. Zawsze byłem akceptowany na równi przez starszych od siebie, ale to przeszło już ludzkie pojęcie - dwudziestodziewięciolatkowie o lalkowatych twarzach podchodzą do mnie jak do mentora, mistrza i uważają za autorytet. A ja? Oczywiście wpasowuję się w rolę.
Wstydzę się też tego, że zupełnie przestałem zapamiętywać ludzkie twarze. Wspomnienia poszczególnych dni są jak najbardziej kompletne (może poza pewnymi... wyjątkami), lecz ludzie w nich nie posiadają twarzy. Brakuje na nich oczu, ust, nosów, brwi, zmarszczek, zarostu, uśmiechów, ukradkowych spojrzeń. Czyżbym tak bardzo był nimi przejedzony, że nawet nie poświęcam im przelotnej uwagi, traktuję jak ruszające się meble? Nie, chyba nie, ładny mebel bardziej przykułby moją uwagę.
A może... oni wszyscy naprawdę nie mają żadnej twarzy?
poniedziałek, 17 marca 2008
Kiepski bilans
Od dłuższego czasu nie poznałem nikogo ciekawego. W ogólności poznaję ostatnio mniej osób (mniej/więcej piję i/lub pracoholizm?), ale nie jest to wcale mała ilość. Jednakże pośród tych ludzi od dawna nie znalazła się choćby jedna, choćby odrobinę ciekawa. Zdawszy sobie z tego sprawę, zacząłem się zastanawiać, jaka może być tego przyczyna. Sceptycyzm od samego początku zawierania znajomości? Sztuczki stosowane przeze mnie w tym celu przestały być aktualne? Wszystkich wartych poznania ludzi w Warszawie już znam? (O, matko! Nie może być aż tak źle!) Chęć choćby minimalnego ustabilizowania swojego życia? (Większe odstępy pomiędzy najebkami zdecydowanie utrudniają poznawanie nowych ludzi.) Zamknięcię się w ramach już znanych ludzi?
Nie mam pojęcia.
Każda z możliwości wydaje mi się równie prawdopodobna. Jedna tylko sprawia wrażenie nierealnej - jeszcze większe podniesienie poprzeczki wstępu do mojego towarzystwa. Nic takiego raczej nie miało miejsca, a tylko nowopoznani ludzie byli fatalni.
Zdaję sobie sprawę z tego, że moją wielką naiwnością jest to, iż jednak wierzę . Tak, jak w przypadku kobiet, wierzę w to, że, cytując pewnego Konrada, wszystkie te wymarzone siedzą całymi dniami w bibliotekach, tak z ciekawymi ludźmi, że chowają się po kątach tanich spelun na Ursynowie.
Jestem coraz bardziej głodny. Głodny świeżego mięska, z którym mógłbym pogadać, dowiedzieć się czegoś nowego, napić wódki. A najlepiej do tego rogu obfitości jeszcze puknąć.
poniedziałek, 10 marca 2008
Przemowy
Dosyć ciekawym przeżyciem jest stanie się codziennością przemawiania do ludzi w roli mentora, zwierzchnika i kumpla jednocześnie. Oczy skierowane na ciebie, zupełnie nowa relacja z innymi w postaci Many-to-One, konieczność nakłaniania słuchaczy do wysiłku myślenia i analizowania, pamiętanie o wszystkich zadaniach poszczególnych osób. Jednak najbardziej męczące i denerwujące jednocześnie jest nagabywanie wszystkich, żeby wyksztusili z siebie coś więcej niż równoważnik zdania, powiedzieli głośno i wyraźnie, o co im chodzi, a nie tylko przebąkiwali coś pod nosem, bądź pisali jakąkolwiek drogą komunikacji. Jestem coraz bliższy zupełnego wyleczenia się z jakichkolwiek kompleksów na punkcie moich umiejętności komunikacyjnych.
piątek, 29 lutego 2008
Spokój
Właśnie zdefiniowałem spokój. Jest to czas, gdy można bez przeszkód sprawdzić stan swojego konta przez Internet, nie obawiając się przy tym o nic.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
